Ten blog niekoniecznie przedstawia prawdziwe osoby lub wydarzenia. Intencją autora nie jest i nigdy nie było obrażanie wyśmiewanie kogokolwiek. Wyobraźmy sobie więc lekarza...
RSS
sobota, 15 października 2011

Mogę zostać sponsorem, ale nie z własnej woli. Pewnego dnia przyjdzie do mnie kontroler z NFZ, może chirurg albo nefrolog, i sprawdzi moją psychiatryczną dokumentację medyczną.

Na oko, bo nie ma ścisłych wytycznych kontroli, zakwestionuje masę moich porad specjalistycznych: uzna, że kilku pacjentów nie ma schizofrenii, więc nie należą im się drogie leki, potem stwierdzi, że przy kilkunastu/kilkudziesięciu wizytach wypisałem o dwie tabletki na 3 miesiące za dużo. Równie dobrze, może stwierdzić, że skoro chory psychicznie pacjent zgubił leki, to przecież mogłem mu kolejne wypisać na 100%.

Nie zwróci przy tym uwagi na fakt, że on jest chirurgiem/nefrologiem i tylko na podstawie dokumentacji kwestionuje rozpoznanie choroby psychicznej przez psychiatrę. Będzie odporny na argument,  że dwie tabletki nic nie znaczą i de facto pacjent wziął leki i one mu pomogły. Uzna, że tysiąc złotych za leczenie schizofrenii to mały wydatek dla kogoś kto gubi leki.

A jeśli jakimś cudem kara jaką uzbiera na tych błędach wyda mu się zbyt mała, to dorzuci kolejne tysiące za zbyt krótkie recepty (choćby o 3mm), za niewyraźną pieczątkę (każdy może odczytać, tylko nie kontroler), za przekreślenie, za rozmazany atrament i (to najlepsze) za "wpisy sprawiające wrażenie wykonanych tuż przed kontrolą"

Na koniec uśmiechając się pełną gębą, stwierdzi:

"Gdyby pan leczył taniej starszymi lekami, nie miałby pan kłopotów. Tak na przyszłość mówię, bo możemy wrócić."

 

Kara - zwrot refundacji ok, 100 000zł (albo jak kontroler będzie z fantazją to więcej - rekord w Polsce to 800 000!!!).

Płatne od zaraz, bo lecą odsetki.

Lekarz musi zapłacić, bo NFZ zabierze mu prawo do pisania recept refundowanych, a to równa się utracie pracy i pacjentów.

Może iść do sądu i walczyć latami. Może ci, którzy zaczęli walkę kiedyś wygrają, może NFZ nie wyśle im odwetowej kontroli, która znowu coś znajdzie. Może...

Od stycznia 2012 będzie jeszcze zabawniej, bo NFZ wyda na refundację nie 23% a 17% budżetu i ma zamiar nasilić kontrole - trzeba wyciągnąć od lekarzy brakujące pieniążki.

Tak czy tak, ze strachu zacznę pewnie pisać stare, tanie leki i będę oszczędzał na refundacji. Tak zrobi masa moich kolegów.

Wiecie, kto dostanie po czterech literach, nie?

A może będzie bojkot:

CHCEMY LECZYĆ A NIE REFUNDOWAĆ

 

 

 

20:32, doubletwain
Link Komentarze (4) »
sobota, 12 lutego 2011

Przecież miała rodzinę.

Od roku mieszkała w kurniku. Była stara. W sumie kogo obchodziło ile dokładnie miała lat - sama przecież już zapomniała, kiedy się urodziła. Nie wiedziała gdzie jest, kim jest i co się dzieję. Prawie nie jadła, piła mało.

Mieszkała w kurniku od roku.

Przecież miała rodzinę.

Rok temu rodzina, po wizycie pracowników MOPS, zadeklarowała na piśmie przejęcie całkowitej opieki na mamusią/babcią.

Fajnie. MOPS miał papier. Już nie musieli się tam pojawiać.

Mieszkała w kurniku.

Sąsiedzi zawiadomili policję. Zabrało ją pogotowie ratunkowe.

Na SOR umyli ją, zbadali.

Nie miała mięśni, o tkance tłuszczowej nie można w ogóle wspominać.

Całe ciało pokrywały setki sączących się ran i ranek, których główną zawartością oprócz ropy, były kurze pióra.

Przecież mieszkała w kurniku.

Przecież miała rodzinę. Dwadzieścia metrów dalej od kurnika. W domu.

Umarła w czystym łóżku.

 

Tłumaczyli się, że była agresywna, że błądziła, że musieli sobie jakoś radzić.

Nie chciała jeść. Karmiona pluła jedzeniem w twarz.

Nigdy nie byli z nią u lekarza. Nawet nie odwiedzili rodzinnego, nie wspominając o psychiatrze.

Gdyby to zrobili może teraz byłaby spokojną, zdziecinniałą babeczką siedzącą w kącie i uśmiechającą się do siebie.

I nie miałaby piór.

--------------------------------------------------------------------------

Społeczeństwo się starzeje, bo medycyna się rozwija.

Większość ludzi w podeszłym wieku ma mniejsze lub większe objawy otępienne.

Zapominają, błądzą, czasami mają halucynacje słuchowe, wzrokowe. Zmienia się im osobowość - stają się podejrzliwi i wrogo nastawieni woboc swoich rodzin/opiekunów. Robią się po prostu niewygodni.

I teraz najczęstszym modelem postępowania tych młodszych jest zamiatanie problemu pod dywan - czekanie na cud, niewiadomoco, śmierć?

Wszystko się pogarsza trwając latami. Bez interwencji lekarskiej, bez wizyty u psychiatry/neurologa.

Potem wzywają karetkę, bo babka już tylko łazi z nożem po nocach, wypuszcza gaz albo ucieka z domu. Czasami nie je od kilku tygodni/miesięcy.

"Weżcie ją do szpitala, zróbcie coś"

A nie można było zacząć chodzić z babcią do lekarza już 3-4 lata temu?

Może wtedy nigdy nie odmówiłaby przyjęcia posiłku, może przesypiałaby spokojnie całe noce, może uśmiechałaby się do siebie zamiast żyć w psychotycznym lęku całymi latami?

Jasne! W szpitalu mamy umyć wam mamę, nakarmić, zmieniać jej pościel. Wam się nie chciało w domu tego robić?

Ustawienie leków zajmuje kilka dni. Leczenie waszych zaniedbań może zająć dwa tygodnie.

Dlaczego więc nie stawiacie się po chorą już od pół roku? Dlaczego podajecie fałszywe dane kontaktowe, żebyśmy nie mogli was odnaleźć?

Dlaczego musimy szukać was z pomocą policji?

 

Powszechnie uważa się, że szpitale to jednostki opiekuńcze - szczególnie oddziały psychiatryczne. Tam sobie babcia/dziadzio poleżą pół roku, może dłużej, a my sobie będziemy kasować jej emeryturę.

Tak. Kasować emeryturę! Najlepszym sposobem na ściągnięcie rodziny w odwiedziny do starej otępiałej babci nie jest Policja.

Wystarczy załatwić przekierowanie emerytury do szpitalnego depozytu.

Gości masz babciu. Przyjechali. Popatrz!

Położenie starszej dementywnej osoby w szpitalu powinno być ostatecznością, bo stres jaki jej fundujemy może tylko pogorszyć jej stan.

Przecież ona ledwie  rozpoznaje swoje rodzinne otoczenie i już z tego powodu odczuwa wielki niepokój i lęk, a my chcemy wpakować ją w obce środowisko? Jeśli tylko można unikajmy hospitalizacji osób z otępieniem.

 

Co w takim razie?

Wystarczy zwrócić uwagę na to, że coś złego się dzieje z babcią/dziadkiem, matką/ojcem i odpowiednio szybko zaregować wizytą u lekarza.

I zacząć myśleć o tym, że prędzej czy później trzeba będzie zorganizować opiekę dla starszej osoby. Zapoznać się z lokalnymi możliwościami. Nie zamiatać problemu pod dywan. On nie zniknie, ale z czasem się tylko nasili.

I wtedy szpital nie będzie potrzebny. I babcia może będzie się uśmiechać.

 

Banał?

Tak, ale bez piór.

 

 

 

 

 

12:20, doubletwain
Link Komentarze (6) »
sobota, 05 lutego 2011

Historia mało medyczna, ale bardzo prawdziwa.

W sumie nie byłoby jej gdyby nie to, że jeżdżąc karetką zwiedziłem niejedną prowincję zadupia.

 

To był dobry proboszcz w wiosce oddalonej od świata o lata świetlne, położonej gdzieś za lasem.

Zanim się tam pojawił przed kilkunastu laty, ludzie aby dotrzeć do miasta przedzierali się przez słabo utwardzone błotniste drogi, a zimą się nie przedzierali.

Po znajomości chyba załatwił im asfalt.

Potem przekonał kogo trzeba, że prąd w domu to norma, a ścieki nie mogą płynąć rynsztokiem.

Jakimś cudem tepsa podpięła do wiochy linię telefoniczną, a ksiądz z wieży kościelnej odpalił internet radiowy dla całej wsi (za darmo i bez cenzury) - chodziło to dosyć średnio, ale w tym czasie w wielu miastach marzono o takich możliwościach.

Załatwiał, przekupywał, kombinował, by realizować plany.

Nikogo więc nie złościło, kiedy czasami z ambony padały słowa:

"Dziś składka na mojego młodszego, bo idzie do szkoły i trzeba wyprawkę przygotować"

I taca się zapełniała bez ani jednego słowa sprzeciwu.

Miejcie wiarę w ludzi.

23:35, doubletwain
Link Komentarze (1) »
wtorek, 01 lutego 2011

7.00, telefon dzwoni radośnie.

-Halo, słucham

-Ty, chuju. Wracaj do roboty nierobie.

-A z kim mam przyjemność?

-Twoim pacjentem jestem. Teraz dzwonię z oddziału. Urlop se, kurwa, wziąłeś, a ja czekam na wyleczenie.

-O, nie wiedziałem, że pan trafił do oddziału.

-To już wiesz. Chodź mnie leczyć, nierobie.

 

Ma się branie i szacunek

 

15:45, doubletwain
Link Komentarze (6) »

Pana policjanta zapamiętałem dokładnie. Przyjrzałem sie mu w złości, kiedy z mściwym uśmiechem wypisywał mi mandat na najwyższą kwotę w widełkach.

500 i 10 pkt? Chyba tak. Bardziej zapamiętałem tę twarz i słowa: "cwany lekarzyk dostaje mandacik."

 

To było kilka  miesięcy temu - w tym czasie zaliczyłem już kurs dla kierowców łamiących przepisy drogowe i udało mi się nie powiększyć dorobku punktowego.

 

Wszystko zdarzyło się jak w jakimś serialu: trafił do mnie na psychiatryczną izbę przyjęć - cały czerwony, niespokojny, roztrzęsiony.

Nie poznał mnie. Skarżył się, że od jakiegoś czasu nie może spać, że jest nerwowy, zestresowany. Przysłany został przez dyżurnego neurologa, który konsultował go po urazie. Wpis był jasny i wyraźny:

Pacjent był po banalnym urazie głowy (uderzył się w ścianę upadając), po 10h od urazu wykonano CT głowy (bez zmian). Po około 24h zgłosił się do neurologa z powodu bólu głowy. W badaniu neurologicznym bez odchyleń. Został skierowany do psychiatry w celu skonsultowania ewentualnej "nerwicy".

Uśmichnąłem się mściwie, przedstawiłem głośno i wyraźnie dziekując za mandat i wiedziałem, że ten człowiek zostanie przebadany z góry na dół, tylko po to, żeby znaleźć choć mały powód do niewybrednego komentarza.

Teraz był w mojej mocy i chciałem by choć przez chwilę się bał. Zbadałem go młotkiem neurologicznym i jak na ironię coś było nie tak.

Po 5 minutach jechał na ponowne CT głowy, a ja wpisywałem "podejrzenie krwiaka OUN" w karcie konsultacji.

 

Po wykonaniu tomografii został w trybie pilnym zoperowany - ewakuowano krwiaka nadtwardówkowego, który we wcześniejszym CT był niewidoczny, a teraz udało mu się narosnąć.

Gdyby nie moja chęć wymęczenia pacjenta, nie zauważyłbym tych objawów, bo nie ponawiałbym badania neurologicznego (po co skoro był już badany kilka godzin temu)

 

Nienawiść czasami ratuje życie.

 

 

14:43, doubletwain
Link Komentarze (29) »
poniedziałek, 25 października 2010

Zwyczajny dzień w niezwyczajnej poradni zdrowia psychicznego.

Ci sami znani pacjenci, te same problemy ludzi, których samopoczucie leci na pysk z powodu jesieni i braku światła.

Ten sam lekarz, któremu samopoczucie także leci na pysk z podobnych powodów.

I nagle strzał w ten pysk! I to nie w pysk pacjenta. Nie, nie, nie! W tej historii obrywa lekarz.

Co za otrzeźwienie. Cios w policzek, skutkujący siniakiem wymierzony ręką młodej atrakcyjnej kobiety budzi protest i całkowity brak zrozumienia dla tak brutalnych działań.

Lekarz zatacza się ale utrzymuje równowagę i z wyrzutem w oczach pyta: "Za co?"

 

"Ty skurwysynu, za to, że mi raka penisem wszczepiłeś"

Czym?

 

01:18, doubletwain
Link Komentarze (2) »

Kobieta choruje na schizofrenię od lat. Chorobę widać już na pierwszy rzut oka - ekscentryczne ubranie, dziwaczny makijaż i dosyć odmienne zachowanie.
Regularnie chodzi do poradni i przyjmuje leki.
Już od dziesięciu lat nie ląduje w szpitalu psychiatrycznym - choroba zjada ją bardzo powoli, ale sukcesywnie.

Na wizytach nie skarży się, nie narzeka. A przecież miałaby na co: mieszka sama, ma cholernie marną rentę, której część wysyła schorowanej siostrze.

"Pani Kasiu, jak sobie pani radzi z tym wszystkim?"-takie idiotyczne pytanie to mogę zadać tylko ja, ale jak już się zaczęło:
"Przecież pani nie ma wcale pieniędzy ani żadnej rodziny, która mogłaby pomóc - skąd pani bierze te ładne ubrania?" (ubrana w niczego sobie ciuchy, ale w szalonej kompozycji)

"Oj panie doktorze - ja to biedna jestem, nie mam pieniędzy. Religijna też jestem i proboszcz z parafii mi pomaga, bo to dobry człowiek. Siostrzyczki zakonne mi pomogą w sprzątaniu, ksiądz da na ubrania, na chleb. Jakoś mi się kręci.
Ale ja nie wiem czy mnie Pan Bóg nie wyklnie, bo ja nie tylko od księdza pomoc przyjmuje. Świadkowie Jehowy mi kuchnie wyremontowali i nowe ubrania przynoszą. Łóżko też mi kupią.
I tak jest, że raz ksiądz, raz oni, a człowiek żyje sobie. Czasami nawet tego samego dnia mi jedni po drugich jedzenie przynoszą.

A jedni nie wiedzą o drugich, bo pewnie by przestali pomagać.

Ale to nie jest grzech - to taka choroba przecież: schizofrenia - rozdwojenie jaźni.
Nie grzech."

Oczy mi wylazły z podziwu.

00:31, doubletwain
Link Komentarze (4) »

Będąc młodym lekarzem trafiłem w miejsce, gdzie czas się zatrzymał.
Małe miasteczko, mały miejski szpitalik i ja pełen zapału do pracy, wyluzowany młodzik.
Nowa praca, nowe znajomości i od razu zjebka od starszych kolegów:

"Ty się tutaj nie spoufalaj z nimi - pielęgniarki, ratownicy,kierowcy, salowi i  wszyscy inni nie powinni cię tu w ogóle obchodzić. Masz trzymać tylko ze swoimi, z lekarzami, bo reszta motłochu serce ci wyrwie z uśmiechem na twarzy"

System prawie feudalny. W tym miasteczku lekarz był jak hrabia, kimś lepszym, bardzo wpływowym. Ludzie kłaniali się w pas, załatwiali różne sprawy szybciej. Klany lekarskie miały całe rodziny służby: panią do sprzątania, panią do gotowania, panią do wyprowadzania psów, panią do opieki nad dzieckiem i fryzjerkę przychodzącą codziennie rano, by ułożyć włosy pani doktor przed pójściem do pracy.

Relacje między lekarzami a resztą ograniczały się do pogardliwego patrzenia z góry i wydawania rozkazów. Wydawania rozkazów także poza pracą - w innych dziedzinach życia.
Coś niesamowitego. Te służalcze spojrzenia, to pochylanie głów.
Wielu może się wydawać, że taki świat nie istnieje, ale to była cholerna groteskowa prawda.

Podanie ręki salowemu, dłuższa pogawędka z ratownikiem albo pielęgniarką kończyła się tekstami:

"Możesz ją posuwać, ale nie myśl o tym, żeby się żenić. Nie bądź idiotą.
Oni wszyscy są tacy sami - daj im palec, a upierdolą ci łapę przy szyi.
Oni są jak takie pierdolone makaki gibraltarskie.
Turyści je karmią, a one srają na nich i kradną im sprzęty. Dlaczego tak robią? Bo mają wpojone, że jak dajesz im coś za darmo, to jesteś jebanym idiotą i można cię osrać i okraść.
Uważaj na makaki"

Śmiałem się z tych głupich, zaściankowych relacji w mieścinie. Uważałem się za lepszego, nowocześniejszego i bardziej otwartego - takiego ludzkiego człowieka.
Nie utrzymywałem sztucznego dystansu - nie robiłem z siebie wielkiego pana doktora wśród motłochu.
Świeży powiew normalności w tym pokrytym pajęczyną świecie.

2:00 wyjazd karetki do wypadku. Cała załoga pijana.
Wkurwiony wzywam następną. Telefon milczy. Idę do nich na piechotę.
Zza drzwi słyszę: "Pij, kurwa. Dziś dyżuruje nasz kumpel, chuja nam zrobi - zresztą ja się go nie boję - co on nam może."

No to zrobiłem rozpierduchę makakom.

Po zmianie pracy nie trafiłem już na Gibraltar.

00:30, doubletwain
Link Komentarze (1) »

-Mam kolkę nerkową, boli jak cholera. No weź mnie ukłuj i podłącz kroplówkę plus jakaś pyralgina i no-spa. Powinno minąć.

-Nie ma szans, kobieto. Nie będę tutaj ryzykował, że ci żyłę rozwalę. Nie chcę narzekania w domu, że mam dwie lewe ręce. Idziemy na izbę przyjęć - niech cię tam leczą.

Tak się dzieje, jak się jest lekarzem i ma się żonę lekarkę.
Lepiej się nie narażać bez potrzeby, nie?

No to poszliśmy na izbę przyjęć do największego szpitala klinicznego w mieście.
Kolejki wielkiej nie było.
W okienku powitał nas młody lekarz-rezydent (powitał to za dużo powiedziane - spojrzał zza gazetki i coś burknął).
Ta gęba skojarzyła nam się jakoś tak znajomo z imprezowiczem i nieukiem, o jakim słyszeliśmy kiedyś.

Cóż, może ludzie się zmieniają.

-Co pani dolega?- padło zza gazety i zza biurka.
-Pewnie mam kolkę nerkową.
-Hahahaha, tak?
-No tak, chyba tak. (jakoś nie lubimy trąbić o tym, że jesteśmy lekarzami)
-Pani pewnie jest w ciąży i nie jest to żadna kolka nerkowa. (koleś nie dotknął pacjentki, nie mówiąc nawet o porządnym zbadaniu)

-Nie jestem w ciąży.
-A skąd pani to wie, hahaha?
-Na rynku są testy ciążowe, tak?
-Dobra, dostanie pani kroplówkę, proszę czekać.

Czekanie zajęło nam jakieś 30 minut. Kroplówka została podana. Bez badania pacjentki. Takich to teraz cudów uczą w szpitalach klinicznych - diagnostyki werbalnej, bezdotykowej. Patrząc z drugiej strony - przecież o to nam chodziło - o kroplówki z lekami, tak?

Po pewnym czasie panie z rejestracji, widząc legitymację ubezpieczeniową pacjentki zorientowały się, że jest ona lekarzem z konkurencyjnego szpitala klinicznego.
Nagle na izbie przyjęć pojawił się starszy lekarz dyżurny, zbadał, zrobił USG. Żartami starał się zatuszować całe to gówno.

Młody zniknął. Przemykał bokiem korytarzem.

Czy następnym razem mamy krzyczeć od drzwi, że jesteśmy lekarzami, żeby nie narażać kolegów z branży na niemiłe chwile konsternacji?

00:29, doubletwain
Link Dodaj komentarz »

Izba przyjęć. Dwóch pijanych, poobijanych mężczyzn, jedna pijana kobieta, troje trzeźwych policjantów i jeden leniwy lekarz.

-A co panią tutaj sprowadza?
-Trochę się napiliśmy z facetem i potem się z nim pokłóciłam - nagadałam mu, że go zdradziłam z jego kolegą i poszłam sobie. Z 10 minut później zadzwoniłam do niego i powiedziałam, że się rzucę pod pociąg i że idę na stację kolejową.
-A pana co tutaj sprowadza?
-Mnie? Policja.
-A pana?
-Mnie też policja.
-A policję?
-Zostaliśmy zaalarmowani, że jakaś kobieta planuje rzucić się pod pociąg w okolicach stacji kolejowej, więc się tam udaliśmy. Znaleźliśmy ją. Potem niedaleko nas zatrzymały się dwa samochody, z których wyskoczyli ci panowie i zaczęli się bić.
Ale udało nam się uratować panią od samobójstwa. Panowie się już uspokoili i spokojnie przyjechali tutaj samochodami za naszym radiowozem.

Policjanci byli bardzo dumni z siebie. Bardzo.

Lekarzowi wyszły oczy na wierzch -Skąd panowie się tam wzięli?
-To ja jeszcze raz zadzwoniłam do obydwu, że tu będę. Chyba dlatego przyjechali.

-Ale oni są kompletnie pijani - wspomniał lekarz.

Policjanci milcząc, zaczęli nabierać koloru purpury.

-I obydwaj nie mają prawa jazdy - dodała pijana, niedoszła samobójczyni.

-Myśmy dostali wezwanie do samobójstwa i swoje zrobiliśmy. Do widzenia.

ZONK.

00:28, doubletwain
Link Dodaj komentarz »

Spotkałem się z kolegą, bo kolega jest od tego...

To było dawno temu. Szósty rok studiów - czasy kiedy większość "prawie lekarzy" nosiła dupy wyżej od nosów, a nam ciągle udawało się unikać tej głupiej maniery nadętych bubków. Innej rzeczy nie unikaliśmy - alkoholu.

Na zakrapianą męską imprezę zapraszaliśmy różnych znajomych spoza naszej uczelni, ale i tak tematy "medyczne" przewijały się w pijackich dyskusjach:

"A widzieliśmy takiego kolesia, który wsunął sobie prawie dwumetrowy drut przez cewkę moczową do pęcherza, bo dziewczyna prosiła by jego penis dłużej stał?"

"A tego, który połknął skakankę i jedna "rączka" znajdowała się już zablokowana w żołądku, a druga powodowała odruch wymiotny siedząc głęboko w jamie ustnej, widziałeś"

"Przywieźli faceta, który nałożył sobie kółeczko od kluczy na penisa i musiał go o 3 rano złotnik rozcinać"

"Kobieta masturbowała się żarówką, która pękła"

"Wyciągnęliśmy jej wielki kamień z pęcherza moczowego, który okazał się być skamieniałym termometrem"

"A na sali operacyjnej widziałem wielkiego spasionego szczura, który spacerował sobie wyluzowany"

Takie licytacje mogły trwać godzinami, bo ciekawostek uzbierało się nam wiele.
W sumie nie łamaliśmy żadnej tajemnicy zawodowej, bo żaden z pacjentów nie był znany z imienia i nazwiska, a niektóre z omawianych przypadków były już całkiem odległe w czasie. Ot takie alkoholowe przechwałki...



I wszystko później było proste: wielki kac po imprezie, wielkie sprzątanie pobojowiska, zakupy sprzętu mającego zastąpić ten zniszczony.
Tak było zawsze pomijając ten jeden raz, kiedy spotkałem się z kolegą.
Kolegą sprzed lat, jednym z przyjaciół z młodości. Widywaliśmy się czasami na małych imprezach u niego na dziennikarstwie, a teraz właśnie trafił na balangę do nas.

Potem był kac, ibuprofen, sprzątanie z bólem głowy, zakupy i...

artykuł w lokalnej gazecie!

Zatytułował go wdzięcznie: "Tak się bawią studenci medycyny"

Opisał wszystko co się tam działo, zacytował wszystkie nasze opowieści. Przytoczył z nazwy lokalizacje (szpitale, kliniki), o których mówiliśmy.
Przekazał nasze plotki i mocno niepochlebne opinie na temat nauczycieli akademickich.
Wszystko, kurwa, wszystko.

Głupio tak prawie wylecieć ze studiów będąc na ostatnim roku i mając prawie pewną piątkę na dyplomie, nie?

Rektor i dziekan okazali się być wyrozumiałymi ludźmi.

Z kolegą już się nie spotykam...
W mordę nie dostał, bo nie chciałem dawać mu materiału do brukowca, choć ciągle może trafić się okazja. Nie wykluczam.

00:22, doubletwain
Link Dodaj komentarz »

Nareszcie wakacje. Smażę się na zagranicznej plaży. Nienawidzę słońca, ale skoro już za nie zapłaciłem, to sobie wytopię tłuszcz i zrobię kilka zdjęć, w czasie kiedy cała reszta mojej rodziny będzie delektowała się tą cholerną patelnią.
Mimo wszystko jednak jest to relaksujące. Zero pracy, myśli błądzą od drinka do drinka, od ujęcia do ujęcia.

Telefon...
Dlaczego ja go nie wyłączyłem?

"Dzień dobry. Jak dobrze, że pan odbiera. Tutaj policja. Chcielibyśmy pana przesłuchać w pewnej sprawie korupcyjnej"
-Ale ja jestem na wakacjach, daleko od Polski. Mam przerywać urlop??? No co pan?

"Nie, my tego nie sugerujemy, nie, nie. W żadnym wypadku nie. Sprawa dotyczy doniesienia jakie na złożono na pana. Ponoć chciał wymusić korzyść majątkową w zamian za przyjęcie do oddziału psychiatrycznego."

-Eeeee, jaką korzyść, ale o co chodzi? Kto, jak?

Człowiek zastanawia się nagle, czy nie jest w jakiejś ukrytej kamerze. Przecież z zasady nie biorę. Nie biorę nie dlatego, że jestem taki kryształowy. Nie. Nie biorę, bo uważam, że nie warto ryzykować.
A tu taki kwiatek.

"Jeśli nie stawi się pan na przesłuchanie na policji, sprawa zostanie skierowana od razu do prokuratury i będzie pan sobie z nimi sprawy załatwiał. Miłego urlopu"

Genialnie. W połowie tropikalnego grzania dupy policja mi się chce do niej dobrać.


Cudem udało mi się od policjanta wydostać imię i nazwisko osoby, która złożyła na mnie doniesienie.
Szybki telefon do kolegów z pracy z pytaniem o kogo chodzi - niech sprawdzają dokumentację - i staję przed faktami.

Śmiesznymi trochę faktami, bo szpital psychiatryczny to ostatnie miejsce, gdzie brałoby się łapówki za przyjęcie do oddziału. Tutaj raczej powinno się zarabiać na wypuszczaniu.

A ten osobnik pił przez 2 tygodnie. Przyszedł na izbę przyjęć nawalony w cztery dupy i rzucając na około błotem, zażądał natychmiastowej hospitalizacji na psychiatrii.
Brak jakichkolwiek wskazań do leczenia - wyleciał z hukiem. Badanie odbyło się w obecności świadków - pielęgniarki i sanitariusza.

Teraz osobnik poszedł sobie na policję, aby się zemścić na "chuju w białym kitlu"
Złożył doniesienie, po czym więcej się nie pokazał.
Powiedział, że lekarz zażyczył sobie całe 500 za przyjęcie do szpitala.
Musiałbym chyba na łeb upaść, żeby od żula nie mającego 5zł na nalewkę, żądać 500.

Policja z radością zakłóciła mi wakacje, mimo tego, że sami przyznali, że sprawa dla nich jest jasna, bo składający doniesienie nie jest wiarygodny, a na dodatek  nie stawił się na przesłuchanie (znowu zapił?).
Moim przypadkiem zajmował się specjalny wydział korupcyjny w prokuraturze okręgowej. Taki jestem ważny.
Jeszcze przez 2 miesiące utrzymywałem stały kontakt z prokuraturą, do czasu kiedy postępowanie zostało umorzone.

"Facet, nie próbuj zakładać mu sprawy o zniesławienie, bo to Ci nic nie da, a jedynie zamęczy Cię to łażenie po sądach."

Błoto i gówno każdy może rzucić.

00:21, doubletwain
Link Komentarze (1) »

Telefon.

"Tu policja, czy mam przyjemność z panem doktorem Mariuszem?"

Zdziwiony nieco, przedstawiam się z imienia i nazwiska.
"Dobrze, że wreszcie pana zlokalizowaliśmy, bo odkąd pan zmienił miejsce zamieszkania, ciężko pana dopaść, tym bardziej, że dysponujemy tylko pańskim imieniem"

List gończy za mną wysłali? Co jest? W co ja się wpierdoliłem tym razem?
W głowie trwa szybki remanent spraw wątpliwych, ale ciężko znaleźć coś co mogłoby pasować.

"Proszę się nie denerwować. Prokuratura chce z panem rozmawiać na temat jednej pacjentki. Nie podam danych przez telefon - prokurator sam pana przesłucha."

Kto? Co? Dlaczego? Jaki doktor Mariusz i skąd samo imię bez nazwiska?

I nagle olśnienie: jedyna osoba, która tak do mnie się zwracała, to ta Magda z góry - 18 letnia sąsiadka z bloku, w którym poprzednio mieszkałem.
Kiedyś zaczepiła mnie i chciała porady na temat tego co ma robić ze swoimi problemami osobistymi i jak radzić sobie ze stresem. Podczas luźnej rozmowy na ławce udzieliłem jej praktycznie tylko jednej rady: "Idź dziewczyno do poradni psychologicznej i zacznij regularnie korzystać z jej usług."
I tyle. A skąd teraz ta policja na moim karku, co?
Wyszukałem numer tej Magdy w książce telefonicznej i kiedy odebrała, zadałem pytanie, czy ma jakieś problemy z prawem?
"Tak, trochę sobie narobiłam kłopotów" - zaczęła coś opowiadać, ale ja szybko się pożegnałem, bo te informacje mogłyby być dla mnie jedynie obciążeniem.
Niech się tłumaczy komu innemu.

W prokuraturze było bardzo miło.
Pan prokurator wyjaśnił mi, że Magda doniosła na policję na chłopaka swojej koleżanki, oskarżając go (zresztą słusznie) o uczestnictwo w brutalnych rozbojach i śmiertelnych pobiciach, dokonywanych przez grupę bandytów.
Po trzech tygodniach wycofała swoje zeznania, twierdząc, że wszystko co powiedziała było kłamstwem z zazdrości o tego chłopaka.

Na grożące jej oskarżenie o składanie fałszywych zeznań zareagowała:
"A co mi, kurwa, zrobicie? Ja się leczę u psychiatry, u doktora Mariusza, i mogę mieć takie odpały"

I tu w całej historii pojawiłem się ja. Człowiek z ławki, mający tylko imię. Wielokrotnie potem ciągany na przesłuchania w prokuraturze, następnie - na zabezpieczane przez masę policjantów, rozprawy w sądzie. Głupi chuj...

Wnioski?
Udowadnianie, że nie jest się wielbłądem, jednak dużo kosztuje, a luźna rozmowa na ławce i sąsiedzka rada mogą mieć wiele dziwnych konsekwencji.
Wystarczy trafić na właściwą osobę.

Wtedy przyrzekłem sobie, że nigdy więcej...

Dotrzymałem słowa?

00:20, doubletwain
Link Dodaj komentarz »

Szpital powiatowy na zadupiu.
Przyszpitalna stacja pogotowia ratunkowego. Dwie karetki i dwóch lekarzy.

3:00AM.

"Proszę się zbierać, wyjazd! Wypadek, prawdopodobnie 2 ciężko rannych. Nic więcej nie wiem, bo zgłaszający jest podpity"

Biegiem do podjeżdżającej karetki.
"Dzień dobry, doktorze. Jesteśmy tylko my we dwóch: ja i pan"

Usłyszeć takie słowa od zwykłego kierowcy karetki - bezcenne.

Ze względu na oszczędności stacja zatrudniała tylko jeden pełen zespół karetki pogotowia. Jeśli pierwsza karetka wyjechała w trasę, druga załoga składała się z kierowcy i lekarza.

I teraz właśnie pierwszy zespół pojechał do jakiejś gorączki.

Co można wtedy myśleć? "Kurwa mać, kurwa, kurwa, kurwa, kurwa" Uniwersalny sposób na wyrażenie emocji.

3 rano, mróz -25, wyjazd na prowincję zadupia. Kierowca i lekarz. Prawdopodobnie dwoje ciężko rannych.

Przez 20km na trasie, w głowie, jak jakaś chora mantra, brzmiała modlitwa:
"Panie Boże, niech to, kurwa, będzie fałszywka, albo niech będą martwi na miejscu, bo nie będę miał szans pomóc ciężko rannym"

Jasne, że każdy wolałby opcję numer 1.
Wstydziłem się bardzo tych myśli. Wstydziłem się bardzo do czasu, kiedy dowiedziałem się, że wielu przede mną tak myślało i wielu będzie myśleć.
Wstyd pozostał, ale mniejszy.

Nic, tylko rzucić te robotę.

00:10, doubletwain
Link Dodaj komentarz »

Pił ponad miesiąc. Wszystko co zawierało alkohol lub co było przez niego podejrzewane o taką zawartość.
Przestał pić i dosyć szybko trafił na izbę przyjęć w eskorcie policji i pogotowia ratunkowego.
Zwinęli go, kiedy bez opamiętania szalał po autobusie komunikacji miejskiej.

Mając za plecami nieskrywane uśmieszki policjantów i ratowników usiadł na kozetce i z wielkim namaszczeniem położył obok siebie zniszczoną skórzaną kurtkę, zwiniętą w dziwny tobołek.

"To moja żona"-powiedział-"Ona teraz jest niewidzialna, ale muszę się nią opiekować.
Wszystko przez tych pierdolonych studentów z uniwerku. Piła z nimi i oni ją czymś zaprawili. Jakąś substancję dostała i się, kurwa, zrobiła niewidzialna."

Kontynuował swoją opowieść roztrzęsiony i praktycznie bez zachęty ze strony personelu.

"Ona zniknęła, ale było słychać jej głos. I ja jej tak szukałem, prosiłem, żeby do mnie przyszła.
I przyszła. Wlazła mi pod kurtkę i prosiła tym swoim cienkim głosikiem: podrap mnie za uszkiem, kochaniutki, podrap mnie za uszkiem, podrap mnie w plecki, bo mi tak niedobrze. To ja ją drapałem, pocierałem, pocierałem i pocierałem.
A ona się, kurwa, zamieniła, pewnie od tego ciepła, w jakąś grudkę ziemi, co mi piszczała spod kurtki.
Wtedy wpadłem na pomysł, że ją do lekarza zawiozę, bo chora pewnie jakaś. Pierdolone studenty babę mi struły.
I wiozłem ją autobusem.
I musiałem ją pocierać, bo mi, kurwa, piszczała jak tego nie robiłem, a ludzie się wtedy głupio gapili. Wstyd mieć takie piszczenie pod kurtką.

Pocierałem i pocierałem, aż tu patrzę... a tej kurwie ręce i nogi takie wyrosły i mi w pizdu spierdoliła spod ubrania.

Jak zaczęła jebana zapierdalać po rurach w tym autobusie. I tam i tu, i tam i tu. W tył, w przód, po dachu. Tylko jej oko na mnie łypało jak tak zapierdalała. Goniłem gadzinę dobre 15 minut, aż ją dopadłem przy kasowniku. I dobrze, że pogotowie ją tu przywiozło na leczenie. Już ją namówiłem, żeby się zgodziła, tylko pizda znowu jest niewidzialna."

Pacjenta przyjęto na oddział psychiatryczny męski, grudkę na oddział kobiecy.

Rano było lepiej.

00:08, doubletwain
Link Dodaj komentarz »
Na studiach podczas zajęć z histologii z reguły oglądało się pod mikroskopem tony różnych preparatów tkankowych. Wycinek mięśnia sercowego, nabłonek pochwy, nabłonek jelita --- aż do wyrzygania. Najgorsze jednak było to, że każdy z tych mikroskopowych widoczków musiał być przerysowany kredeczkami do zeszytu. Nudne to było. Nudne i męczące, szczególnie dla takiego artysty plastyka jak ja. Tych męczarni nie rekompensowały nawet takie kwiatki jak znalezienie plemników zanieczyszczających preparat rogówki.
00:08, doubletwain
Link Dodaj komentarz »

Palił 80 papierosów dziennie.
Nie przestał nawet wtedy, kiedy podczas badań okresowych w RTG płuc wykryto "cień okrągły". Nie przestał, kiedy potwierdzono rozpoznanie raka płaskonabłonkowego wykonując bronchoskopię wraz z pobraniem materiału do oceny histopatologicznej.

Na proponowaną operację nie wyraził zgody. Nie zdecydował się na desperacką chemioterapię i poszedł do domu w akompaniamencie lamentów córki i żony.

To było 10 lat temu.

Wczoraj spotkałem go niosącego świeże wyniki RTG płuc i zaciągającego się papieroskiem.

Diagnoza brzmiała jak wyrok: "cień okrągły - z dużym prawdopodobieństwem proces nowotworowy".

00:06, doubletwain
Link Dodaj komentarz »
-Syna nie ma. Siedzi w domu, bo zimno i nie będzie wychodził na mróz. Zresztą musi matce pomóc drewna narąbać. Pisz pan ten wniosek na rentę dla niego, bo pasowałoby mu jakieś pieniądze mieć

-Nie mogę wypisać wniosku bez wcześniejszego zbadania pacjenta, bo wydanie zaświadczenia w ten sposób to łamanie prawa

-Pisz pan to, bo mój zięć prokurator zajmie się tym wszystkim. Pójdę do niego, że pan mi odmawiasz pomocy. Nie będę tu błagał o jakiś papier. To psi obowiązek. Już ja się dowiedziałem. Ja znam lepiej to wasze prawo

Zaświadczenie
Pacjent nie zgłasza się do poradni od około 6 miesięcy. W dniu dzisiejszym ojciec pacjenta próbował wymusić wypisanie zaświadczenia o stanie zdrowia bez uprzedniego zbadania przeze mnie pacjenta, który nie przyszedł do poradni z powodu wypełniania obowiązków domowych. Ojciec pacjenta swoje żądanie podpierał groźbami złożenia doniesienia do prokuratury i powoływał się na swoją niezaprzeczalną znajomość prawa.
Ocenę stanu zdrowia pacjenta pozostawiam szanownej komisji orzeczniczej.



Za drzwiami słychać było donośne "kurwa" i odgłos rozdzieranego papieru.
00:02, doubletwain
Link Komentarze (1) »
niedziela, 24 października 2010
Teatralny szept dziecka za plecami: "Tato, co to za lekarz?"
-To  psychiatra córeczko. Taki lekarz, który leczy głupków i pewnie sam jest  już głupi

Nie ma sensu robić niczego. Nie ma potrzeby prostować  takiej opinii.

Wystarczy jedna myśl: drogi tatku, twoja żona  leczy się u mnie od 3 lat, a ty nawet o tym nie wiesz. Dodatkowo zdradza  Cię z sąsiadem od 5 lat, a ty  niczego nie podejrzewasz.

I kto tu  jest głupi?
23:59, doubletwain
Link Dodaj komentarz »
Disclaimer: Ten blog niekoniecznie przedstawia prawdziwe osoby lub  wydarzenia. Jest on w większości zbiorem historyjek zasłyszanych i  przetworzonych/ubarwionych przez autora w celu uzyskania bardziej  dramatycznego efektu. Intencją autora nie jest i nigdy nie było  obrażanie/wyśmiewanie kogokolwiek.
Wyobraźmy sobie więc lekarza...
23:57, doubletwain
Link Dodaj komentarz »