Ten blog niekoniecznie przedstawia prawdziwe osoby lub wydarzenia. Intencją autora nie jest i nigdy nie było obrażanie wyśmiewanie kogokolwiek. Wyobraźmy sobie więc lekarza...
RSS
sobota, 12 lutego 2011

Przecież miała rodzinę.

Od roku mieszkała w kurniku. Była stara. W sumie kogo obchodziło ile dokładnie miała lat - sama przecież już zapomniała, kiedy się urodziła. Nie wiedziała gdzie jest, kim jest i co się dzieję. Prawie nie jadła, piła mało.

Mieszkała w kurniku od roku.

Przecież miała rodzinę.

Rok temu rodzina, po wizycie pracowników MOPS, zadeklarowała na piśmie przejęcie całkowitej opieki na mamusią/babcią.

Fajnie. MOPS miał papier. Już nie musieli się tam pojawiać.

Mieszkała w kurniku.

Sąsiedzi zawiadomili policję. Zabrało ją pogotowie ratunkowe.

Na SOR umyli ją, zbadali.

Nie miała mięśni, o tkance tłuszczowej nie można w ogóle wspominać.

Całe ciało pokrywały setki sączących się ran i ranek, których główną zawartością oprócz ropy, były kurze pióra.

Przecież mieszkała w kurniku.

Przecież miała rodzinę. Dwadzieścia metrów dalej od kurnika. W domu.

Umarła w czystym łóżku.

 

Tłumaczyli się, że była agresywna, że błądziła, że musieli sobie jakoś radzić.

Nie chciała jeść. Karmiona pluła jedzeniem w twarz.

Nigdy nie byli z nią u lekarza. Nawet nie odwiedzili rodzinnego, nie wspominając o psychiatrze.

Gdyby to zrobili może teraz byłaby spokojną, zdziecinniałą babeczką siedzącą w kącie i uśmiechającą się do siebie.

I nie miałaby piór.

--------------------------------------------------------------------------

Społeczeństwo się starzeje, bo medycyna się rozwija.

Większość ludzi w podeszłym wieku ma mniejsze lub większe objawy otępienne.

Zapominają, błądzą, czasami mają halucynacje słuchowe, wzrokowe. Zmienia się im osobowość - stają się podejrzliwi i wrogo nastawieni woboc swoich rodzin/opiekunów. Robią się po prostu niewygodni.

I teraz najczęstszym modelem postępowania tych młodszych jest zamiatanie problemu pod dywan - czekanie na cud, niewiadomoco, śmierć?

Wszystko się pogarsza trwając latami. Bez interwencji lekarskiej, bez wizyty u psychiatry/neurologa.

Potem wzywają karetkę, bo babka już tylko łazi z nożem po nocach, wypuszcza gaz albo ucieka z domu. Czasami nie je od kilku tygodni/miesięcy.

"Weżcie ją do szpitala, zróbcie coś"

A nie można było zacząć chodzić z babcią do lekarza już 3-4 lata temu?

Może wtedy nigdy nie odmówiłaby przyjęcia posiłku, może przesypiałaby spokojnie całe noce, może uśmiechałaby się do siebie zamiast żyć w psychotycznym lęku całymi latami?

Jasne! W szpitalu mamy umyć wam mamę, nakarmić, zmieniać jej pościel. Wam się nie chciało w domu tego robić?

Ustawienie leków zajmuje kilka dni. Leczenie waszych zaniedbań może zająć dwa tygodnie.

Dlaczego więc nie stawiacie się po chorą już od pół roku? Dlaczego podajecie fałszywe dane kontaktowe, żebyśmy nie mogli was odnaleźć?

Dlaczego musimy szukać was z pomocą policji?

 

Powszechnie uważa się, że szpitale to jednostki opiekuńcze - szczególnie oddziały psychiatryczne. Tam sobie babcia/dziadzio poleżą pół roku, może dłużej, a my sobie będziemy kasować jej emeryturę.

Tak. Kasować emeryturę! Najlepszym sposobem na ściągnięcie rodziny w odwiedziny do starej otępiałej babci nie jest Policja.

Wystarczy załatwić przekierowanie emerytury do szpitalnego depozytu.

Gości masz babciu. Przyjechali. Popatrz!

Położenie starszej dementywnej osoby w szpitalu powinno być ostatecznością, bo stres jaki jej fundujemy może tylko pogorszyć jej stan.

Przecież ona ledwie  rozpoznaje swoje rodzinne otoczenie i już z tego powodu odczuwa wielki niepokój i lęk, a my chcemy wpakować ją w obce środowisko? Jeśli tylko można unikajmy hospitalizacji osób z otępieniem.

 

Co w takim razie?

Wystarczy zwrócić uwagę na to, że coś złego się dzieje z babcią/dziadkiem, matką/ojcem i odpowiednio szybko zaregować wizytą u lekarza.

I zacząć myśleć o tym, że prędzej czy później trzeba będzie zorganizować opiekę dla starszej osoby. Zapoznać się z lokalnymi możliwościami. Nie zamiatać problemu pod dywan. On nie zniknie, ale z czasem się tylko nasili.

I wtedy szpital nie będzie potrzebny. I babcia może będzie się uśmiechać.

 

Banał?

Tak, ale bez piór.

 

 

 

 

 

12:20, doubletwain
Link Komentarze (6) »
sobota, 05 lutego 2011

Historia mało medyczna, ale bardzo prawdziwa.

W sumie nie byłoby jej gdyby nie to, że jeżdżąc karetką zwiedziłem niejedną prowincję zadupia.

 

To był dobry proboszcz w wiosce oddalonej od świata o lata świetlne, położonej gdzieś za lasem.

Zanim się tam pojawił przed kilkunastu laty, ludzie aby dotrzeć do miasta przedzierali się przez słabo utwardzone błotniste drogi, a zimą się nie przedzierali.

Po znajomości chyba załatwił im asfalt.

Potem przekonał kogo trzeba, że prąd w domu to norma, a ścieki nie mogą płynąć rynsztokiem.

Jakimś cudem tepsa podpięła do wiochy linię telefoniczną, a ksiądz z wieży kościelnej odpalił internet radiowy dla całej wsi (za darmo i bez cenzury) - chodziło to dosyć średnio, ale w tym czasie w wielu miastach marzono o takich możliwościach.

Załatwiał, przekupywał, kombinował, by realizować plany.

Nikogo więc nie złościło, kiedy czasami z ambony padały słowa:

"Dziś składka na mojego młodszego, bo idzie do szkoły i trzeba wyprawkę przygotować"

I taca się zapełniała bez ani jednego słowa sprzeciwu.

Miejcie wiarę w ludzi.

23:35, doubletwain
Link Komentarze (1) »
wtorek, 01 lutego 2011

7.00, telefon dzwoni radośnie.

-Halo, słucham

-Ty, chuju. Wracaj do roboty nierobie.

-A z kim mam przyjemność?

-Twoim pacjentem jestem. Teraz dzwonię z oddziału. Urlop se, kurwa, wziąłeś, a ja czekam na wyleczenie.

-O, nie wiedziałem, że pan trafił do oddziału.

-To już wiesz. Chodź mnie leczyć, nierobie.

 

Ma się branie i szacunek

 

15:45, doubletwain
Link Komentarze (6) »

Pana policjanta zapamiętałem dokładnie. Przyjrzałem sie mu w złości, kiedy z mściwym uśmiechem wypisywał mi mandat na najwyższą kwotę w widełkach.

500 i 10 pkt? Chyba tak. Bardziej zapamiętałem tę twarz i słowa: "cwany lekarzyk dostaje mandacik."

 

To było kilka  miesięcy temu - w tym czasie zaliczyłem już kurs dla kierowców łamiących przepisy drogowe i udało mi się nie powiększyć dorobku punktowego.

 

Wszystko zdarzyło się jak w jakimś serialu: trafił do mnie na psychiatryczną izbę przyjęć - cały czerwony, niespokojny, roztrzęsiony.

Nie poznał mnie. Skarżył się, że od jakiegoś czasu nie może spać, że jest nerwowy, zestresowany. Przysłany został przez dyżurnego neurologa, który konsultował go po urazie. Wpis był jasny i wyraźny:

Pacjent był po banalnym urazie głowy (uderzył się w ścianę upadając), po 10h od urazu wykonano CT głowy (bez zmian). Po około 24h zgłosił się do neurologa z powodu bólu głowy. W badaniu neurologicznym bez odchyleń. Został skierowany do psychiatry w celu skonsultowania ewentualnej "nerwicy".

Uśmichnąłem się mściwie, przedstawiłem głośno i wyraźnie dziekując za mandat i wiedziałem, że ten człowiek zostanie przebadany z góry na dół, tylko po to, żeby znaleźć choć mały powód do niewybrednego komentarza.

Teraz był w mojej mocy i chciałem by choć przez chwilę się bał. Zbadałem go młotkiem neurologicznym i jak na ironię coś było nie tak.

Po 5 minutach jechał na ponowne CT głowy, a ja wpisywałem "podejrzenie krwiaka OUN" w karcie konsultacji.

 

Po wykonaniu tomografii został w trybie pilnym zoperowany - ewakuowano krwiaka nadtwardówkowego, który we wcześniejszym CT był niewidoczny, a teraz udało mu się narosnąć.

Gdyby nie moja chęć wymęczenia pacjenta, nie zauważyłbym tych objawów, bo nie ponawiałbym badania neurologicznego (po co skoro był już badany kilka godzin temu)

 

Nienawiść czasami ratuje życie.

 

 

14:43, doubletwain
Link Komentarze (29) »